SRI LANKA – Dambulla

Tytułowa Dambulla była naszym pierwszym przystankiem w ponad dwutygodniowej podróży po Sri Lance, a dotarliśmy do niej po 19 godzinach podróży z Kijowa. Wszystkie loty z przesiadkami, oraz międzylądowaniem na Malediwach trwały ponad 15 godzin plus 3 godziny jazdy busem ( bez postojów) z lotniska w Kolombo do Dambulli oddalonej o … 150 km. Czy piętnaście godzin w podróży samolotem to dużo? I tak i nie. Najgorszym przeciwnikiem jest tzw. „Jetlag” mocno powiązany ze zmianą stref czasowych, nocny lot oraz jego długość też mogą mocno odbić na naszym organiźmie. Podróż samolotami szerokokadłubowymi i dobrymi liniami lotniczymi, a bez dwóch zdań Turkish Airlines takimi są pozwala zminimalizować zmęczenie. Nawet na krótszej trasie z Kijowa do Stambułu (czas lotu ok. 2,5 godz.) lecieliśmy samolotem Airbus A330-300. Podczas każdego lotu do dyspozycji mamy centrum rozrywki do własnej dyspozycji, posiłek wliczony w cenę biletu oraz napoje (również alkoholowe).

Wnętrze samolotu Airbus A330-300 tureckich linii lotniczych Turkish Airlines
Posiłek w samolocie…
Centrum rozrywki w A330 . Filmy, muzyka oraz gry do naszej dyspozycji…
Nowe lotnisko w Stambule
Malediwy tuż po starcie…

Startując z lotniska na Malediwach, do Kolombo mieliśmy tylko godzinkę lotu. Piękne widoki i piękna pogoda potwierdzały z każdym metrem że lecimy we właściwym kierunku. Po godzinie lotu wylądowaliśmy na międzynarodowym lotnisku Bandaranaike, które położone jest na zachodnim wybrzeżu Sri Lanki. Lotnisko małe, ale posiadające wszystko co jest potrzebne zaraz po wylądowaniu. Kantor, stoiska z kartami do telefonów, stoiska oferujące transport do każdego zakątka wyspy oraz sklepy typu RTV(można kupić pralkę lub lodówkę). Po wylądowaniu wszystko odbywa się bardzo sprawnie przejazd autobusem do terminala, odprawa paszportowa, odbiór bagażu, wymiana waluty ( najlepiej zrobić to właśnie na lotnisku) , kupno karty sim do telefonu oraz taxi do hotelu. Przejazd 150 km do hotelu w Dambulli zajął nam 3 godziny. Na miejscu byliśmy około godz 19. Zameldowaliśmy się w hotelu, poprosiliśmy o kolację. Mając do dyspozycji 30 minut poszliśmy się przywitać ze Sri Lanką.

Posąg Buddy w centrum Dambulli
Wieża zegarowa w centrum Dambulli

Po krótkim rekonesansie wróciliśmy na kolację. Już pierwszy posiłek utwierdził nas w przekonaniu że kuchnia lankijska to jest to co lubimy, do tego po jednym piwku z toastem i do spania. Musieliśmy zebrać siły, następnego dnia zaczynaliśmy eksplorację tej magicznej wyspy.

Pierwszą noc na Sri Lance umilały nam mocne ulewy, deszcz obijający się o blaszane dachy budził nas co chwilę. Ranek był ciężki, jakoś specjalnie się nie wyspaliśmy. Na nogi postawiło nas śniadanie, tyle owoców ile dostaliśmy jako przystawkę do śniadania rzadko jadamy w Polsce w ciągu tygodnia. Wczesnym rankiem podczas śniadania towarzyszył nam ulewny deszcz, który nas trochę martwił w kontekście naszych planów. Jak się okazało nie potrzebnie się martwiliśmy, tuż po śniadaniu i … deszczu ruszyliśmy do jednego z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w tym regionie – Pidurangala Rock.

Talerz z owocami jako przystawka do śniadania
Deszczyk przy śniadaniu
Nadal pada…
Po śniadaniu i opadach deszczu ruszyliśmy. Na zdjęciu nasz hotelik „New Peacock Resort”

W okolicy są dwie bardzo rozpoznawalne skały. Obie oddalone od Dambulli o 20 km, pierwsza z nich to Lwia Skała, a druga będąca celem naszej wycieczki to Pidurangala Rock. Dlaczego Pidurangala? Z dwóch powodów, wstęp na nią jest 10 razy tańszy niż na Lwią Skałę i kosztuje 500 rupii = 3$, drugi równie ważny to mniejsza ilość ludzi. Pod wejście na Pidurangala Rock zawozi nas hotelowa Toyota Prius ( jedziemy w 6 osób). Po drodze kierowca oczywiście zagaduje i „proponuje” różne atrakcje. A może przejażdżka na wozie który ciągną woły – nie dziękujemy , a może chcecie nakarmić słonia – nie dziękujemy. Krótki przystanek w drodze na skałę mieliśmy przy zbiorniku wodnym, gdzie pięknie kwitły lilie wodne. Kierowca wskazał nam wejście i umówiliśmy się że będzie na nas czekał 2 godziny. By wejść na szczyt trzeba zakupić bilet w kasie który jest swego rodzaju datkiem na świątynie w której zaczyna się szlak na szczyt. Tak jak pisaliśmy za wstęp trzeba zapłacić 500 rupii (dorosły), dzieci wchodzą za darmo. Przed kasą trzeba ściągnąć obuwie i przejść przez teren świątyni na boso, za budynkiem jest znak, a za nim można założyć obuwie na nogi i ruszyć do góry.

Lilie wodne w drodze na Pidurangala Rock

Szlak/trasa na szczyt skały jest stosunkowo łatwa i nawet w sandałach można ją pokonać bez większych problemów. Większość trasy prowadzi po schodach, w kilku miejscach są wypłaszczenia, najtrudniejszy jest sam koniec trasy a dokładnie moment kiedy trzeba wdrapać się na szczyt po wyślizganych głazach. Najłatwiej jest prześlizgnąć się przez szczelinę między głazami.

Blania na początku trasy…
Szlak na górę…
Na szlaku

W połowie drogi delikatnie przerzedzona roślinność pozwala podziwiać piękne widoki, napotykamy też posąg Leżącego Buddy pilnowanego przez wszechobecne lankijskie psy.

Leżący Budda i leżące psy…
Pierwszy rzut oka na okolicę…

Ładniejsze widoki i nie tylko czekały na nas dopiero na górze. Jeszcze kilka kamieni, jeszcze kilka zakrętów, jeszcze kilka głazów kilka wąskich przejść i byliśmy na szczycie.

Za czerwoną strzałką proszę, koło „X” w prawo i ostatnia „prosta”
Wspomniane wcześniej wejście na szczyt

Droga na szczyt zajmie Wam ze zdjęciami około 40 minut, a na szczycie będą czekały na Was piękne widoki oraz małpy i psy 🙂 . Ludzi jak pisaliśmy na trasie i szczycie stosunkowo mało więc każdy znajdzie miejsce by zrobić fotkę czy nagrać timelapse. Z małpami jest problem taki, że mają świetnie wyczulony słuch na otwierany zamek w plecaku i w momencie znajdują się tuż obok nas i żebrzą o jedzenie.

Piękne widoki i małpa…
Piękne widoki i małpy…
Widok z Pidurangala Rock na Lwią Skałę
Blania wpatrzona w Lwią Skałę

Zejście zajmuje trochę mniej czasu i po 30 minutach dochodzimy na parking przed wejściem, gdzie czekał na nas kierowca. Przy parkingu znajduje się mały sklepik w którym można zaopatrzyć się w coś do picia w drodze na górę (ceny w sklepiku są OK). W drodze do hotelu kierowca zawiózł nas w miejsce z którego zrobiliśmy pożegnalną fotkę Lwiej Skale i ruszyliśmy dalej. Tego samego dnia w planach mieliśmy jeszcze dwa miejsca, gdyż następnego dnia po śniadaniu ruszaliśmy dalej do Kandy.

Ostatni rzut oka na Lwią Skałę

Wspomniane wcześniej dwa miejsca to dwie świątynie. Rangiri oraz Golden Temple. Do świątyni Rangiri dotarliśmy pieszo, gdyż dystans jaki dzielił hotel od świątyni to zaledwie 3 km. Jeśli pieszo to najprościej podążać w kierunku miasta Kurunegala (wieżę zegarową w Dambulli musicie mieć za plecami), by po 1,5 km spaceru skręcić w dużą,zdobioną bramę znajdującej się po waszej lewej stronie. Po kolejnych kilkuset metrach miniecie sporej wielkości stupę by za chwilę znaleźć się w kasie biletowej usytuowanej u stóp góry na której znajduje się świątynia Rangiri. Właśnie tutaj spotkaliśmy się z „dziwnymi” sytuacjami ze strony miejscowych. Pierwsza z nich, która wzbudziła w nas czujność to jak kazali zostawić plecaki w jakimś namiocie bo niby nie można wchodzić z nimi na górę ( oczywiście nie zostawiliśmy plecaków). Po pokonaniu pierwszych namolnych tubylców i kupnie biletów w cenie 1000 rupii za dorosłego i dziecko ruszyliśmy po schodach na górę. BILETY ZACHOWAJCIE DO KOŃCA, GDYŻ SPRAWDZAJĄ JE JESZCZE PRZED WEJŚCIEM DO ŚWIĄTYNI. Na szczycie kolejne miejsce gdzie wyciągają od turystów pieniądze (przechowalnia obuwia) ZAPŁAĆCIE DOPIERO PRZY ODBIORZE , jak zapłacicie w momencie zostawiania obuwia … będziecie płacić raz jeszcze albo będziecie się z nimi kłócili. Gdy zostawicie już obuwie wchodzicie przez bramę na teren świątyni Rangiri, jeśli jesteście oczywiście stosownie ubrani :-). W razie czego pan przy wejściu pożyczy Wam coś do zakrycia kolan lub ramion jak się potem okazało oczywiście nie za darmo :-).

Świątynia Rangiri
Posąg Leżącego Buddy

Świątynia jest ładnie wkomponowana w skałę pozwala w środku odpocząć od upału panującego na zewnątrz, a w naszym przypadku przed deszczem który nie dawał za wygraną tego dnia…

Deszczyk… 😉
I po deszczu…

Na zwiedzanie świątyni zarezerwujcie sobie około 60 minut, tyle wystarczy by ją zwiedzić oraz nacieszyć oko widokami (jeśli nie pada). Po oddaniu szaty wierzchniej zakrywającej kolana i odebraniu obuwia ruszyliśmy dalej w kierunku ostatniej świątyni jaką chcieliśmy zobaczyć w Dambulli czy Golden Temple.

Złota Świątynia w Dambulli

DAMBULLA – WSKAZÓWKI

  • NOCLEG – NEW PEACOCK RESORT niska cena, przyzwoity standard, smaczne śniadania i kolacje http://www.booking.com/Share-48qLFG . Nasz ocena to 9/10
  • JEDZENIE NA MIEŚCIE – poza New Peacock Resort jedliśmy w ATHULA RESTURANT. https://pl.tripadvisor.com/Restaurant_Review-g304133-d3742717-Reviews-Athula_Restaurant-Dambulla_Central_Province.html?m=19905 Wrażenia mieszane, jedzenie ok, obsługa bardzo ok, lecz córka w soku z arbuza znalazła kawałek sprężynki/drucika z blendera 🙁 .
  • CENY WSTĘPU DO ŚWIĄTYŃ
    • Pidurangala Rock 3$ / 500 LKR (dzieci wstęp za darmo)
    • Lwia Skała 30$ / 5000 LKR
    • Świątynia Rangiri oraz Golden Temple 6$ / 1000 LKR
  • CENY ZA PRZEJAZDY
    • tuk tuk z Golden Temple do centrum 250 LKR/ 2,5 km / 3 os
    • transport do/z Pidurangala Rock, kilka innych miejsc po drodze. 5000 LKR / 5 os
    • transport z lotniska do hotelu 10300 LKR / 5 os
  • CENY JEDZENIA W DAMBULLI
    • Ryż z kurczakiem (porcja dla 2 osób) 600 LKR
    • kawa 150 LKR
    • piwo 360 LKR
    • sok 300 LKR
    • cola/sprite 250 LKR

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *